niedziela, 26 lipca 2026

Jest taki dzień




 Mama tylko „Sto lat” nie śpiewaj- wyszeptał mój nastolatek. Zmieniasz się… powiedziałam mu kilka dni wcześniej. Tylko nie wiem, czy na lepsze…aż chciałoby się powiedzieć „dzieci i ryby głosu nie mają”. Mają, choć czasami trudno się pogodzić z ich zachowaniem, czy tak zwanym swoim zdaniem. Moje mądre, a przede wszystkim inteligentne dziecko pozjadało już prawie wszystkie rozumy, więc coraz częściej sobie dyskutujemy.  Oczywiście zaintonowałam „Sto lat”, choć z upływem lat widzę, że zdrowie i święty spokój są najważniejsze. Niedźwiedź pokonuje jakieś trzycyfrowe trasy na rowerze, a ja jeżdżę po najbliższej okolicy w ślimaczym tempie. Jak to podpowiedział chat, jest to niskie cardio. Paznokcie przestały boleć, więc czas wybrać się w góry! 

Na jagody

 


środa, 22 lipca 2026

Braki

 Czasami znajdujemy się tak blisko tej osoby. Nie wiem, czy konkretnej, ale fajnie jest poczuć…coś poczuć. To znak, źe jednak nie skamieniałam.








wtorek, 30 czerwca 2026

Wakacje

 Nie pisałam już lata. Chyba wczoraj dotarło do mnie, że ja nic ostatnio nie stworzyłam, tylko bezmyślnie skroluję czyjeś życie i gdzieś tam mija to moje niepostrzeżenie. Kiedy wychodziłam z pracy z Gosią ona uśmiechając się powiedziała dla mnie oczywistą oczywistość, że to życie tak szybko jej płynie, a ubiegły rok szczególnie. Dokładnie- pomyślałam. Wsłuchuję się coraz częściej w moje ciało, co chce mi powiedzieć i słyszę przede wszystkim, że domaga się wyciszenia i odpoczynku, ale nie takiego leżenia do góry brzuchem, tylko aktywnego wypoczynku. Co prawda po dziesięciomiesięcznej przerwie powrót do biegania okazał się dla moich członków bolesny. Nie wiedziałam, że te wszystkie stawy, mięśnie, ścięgna aż tak dadzą mi się we znaki. Pół wieku na horyzoncie zbliża się nieubłaganie. Ostatnio na naszym rodzinnym, głównie babskim spotkaniu, nie licząc mężów i synów mówiłyśmy o naszych marzeniach. A ja palnęłam, że jakby to fajnie było wejść na jeszcze jakiś dwutysięcznik w wieku 50 lat. W sumie każda z nas jest zadowolona i szczęśliwa na swój sposób. Nie licząc potknięć życiowych i wszystkich kłótni z naszymi drugimi połówkami. Siedzę sobie w klimatyzowanym wnętrzu, po comięsięcznej wizycie u kosmetyczki, a za oknem jakieś upały przypominające te trzydzieści lat temu na wakacjach w Chorwacji. Nawet druga połówka zaczął regularnie jeździć na rowerze i zwraca uwagę na to co i ile je- z naciskiem na ile. Ja po tych wszystkich kołoczach urodzinowo- weselnych obiecałam sobie, że nie tknę nic słodkiego przez całe wakacje. Ha obiecanki cacanki, ale czego się nie robi dla zdrowia! A najlepsze w tym wszystkim jest to, że poziom hałasu w mym otoczeniu jest minimalny. Witajcie wakacje!