piątek, 4 września 2015

Rysunek

Zaciśnięte usta w cienką linię. Mam wrażenie, że podobny obrazek widziałam parę miesięcy temu. Odwracam się szybko od okna. Nie jestem przygotowana na taki widok. Gdybym chciała odpowiedzieć dlaczego...to brak szczególnej, racjonalnej odpowiedzi, chyba tak trwam w mojej nieumiejętności wypowiadania myśli. Ten rysunek...Nela, Marcin, więc nie mówię głośno...tylko tak cicho, w przestrzeń, bo wiem, dobrze o tym wiem, że tego nie będzie. Maluch od kilku dni przychodzi do mojego łóżka. Śpi na poprzek, całuje w ramię: Wstawaj, zrób mleczko, słyszę.Więc schodzę, czy już powiało nudą?

czwartek, 3 września 2015

Więź

Budzę się przed trzecią rano. Jest zupełnie ciemno, słychać tylko brzęczenie komarów. Rozpuszczalna kawa z mlekiem smakuje mimo tak wczesnej pory. Myślę o Chmurzycy, która ma rodzić lada dzień...Rankiem otrzymuję od niej wiadomość. Agusia jest już z.nami! Tamtej nocy, gdy umarła prababcia Kasia, też nie mogłam spać...widocznie jestem silnie związana z najbliższymi kobietami w mojej rodzinie i mimo, że nie widzę ich często...to czuję tę więź. Może prababcia przekazała mi swój dar? Łapię się na tym by źle nie myśleć o jakiejś osobie, bo moja niechęć, ma niszczycielski efekt. Na parapecie czekają na swoją kolej malinowe pomidory, cukinia i patison...może kolejne wegetariańskie leczo...? Czy potrafię czekać...Nie, jestem niecierpliwa jak nurt rzeki. Dziesięć minut i ani chwili dłużej... Nawet kiedy Mały robi zadania z angielskiego, prasuję i jednocześnie go odpytuję. Maluch przysłuchuje się i powtarza jak mała papuga. Zaśmiewamy się z Małym z tych poczynań. Słucham pięćdziesięciu jeden fragmentów utworów....Tych kiedyś wybranych przeze mnie i kilkunastu, które również dobrze znam. Spokojnej drogi!

środa, 2 września 2015

Afrodyzjak

Dzisiaj przywitał mnie szary, pochmurny poranek. Po intensywnym upale, rozlewającym się oślepiającym blaskiem zmiana o trzysta sześćdziesiąt stopni. Oglądam zdjęcia Mamy Mądrego z Malty. Intensywna barwa morza kontrastuje z bielą skał. Jest tak cudownie pięknie. Mały zajada się ryżem z warzywami i kurczakiem...Uśmiecham się... Wiedziałam, że Ci będzie smakowało. Maluch powolutku zjada talerz zupy ogórkowej. Powolutku, powolutku. Słyszę te słowa ilekroć jadę z nim samochodem, czy pędzę z górki na rowerze. Płacze rozdzierająco, kiedy nie dostaje do rączki maleńkiego batonika. Słuchaj, paluszki będą się kleiły...Po minucie uspokaja się i grzecznie małymi kęsami zjada, podczas gdy ja trzymam w dłoni lepiący się słodycz. Mały pokazuje czerwone ślady po nocnej zabawie komarów w naszym domu. Kto ma więcej...Zdecydowanie wygrywam. Ukąszenie przez muchę końską wygląda na moim ciele jak wielki, czerwony, gruby  placek. Komary nic nie robią sobie z anty dezodorantów, które działają na nie jak afrodyzjak. Pamiętam ojca, który stoi na granicy węgiersko-rosyjskiej. Celnik nie chce nas przepuścić, bo jego najstarsza córka wygląda, jakby właśnie przechodziła jakąś chorobę zakaźną. Ojciec wtedy zdrapał komara z maski samochodu i podszedł z jego zwłokami do celnika. Ok, możecie jechać...

wtorek, 1 września 2015

....

https://www.youtube.com/watch?v=yihUfPJ_WiY

Umówmy się

Umówmy się- mówi druga połówka do Małego. W poniedziałki, wtorki i czwartki nie korzystasz z konsoli, tabletu i telefonu....Wiesz to działa w obydwie strony- odezwałam się. Postanowienia...Ile razy obiecywałam sobie, że to już ostatni raz. Nigdy więcej...Wszystko w porządku? - pyta rodzicielka. Tak,  nic się nie zmieniło. Odpowiada mi ten stan rzeczy, ta muzyka, którą słyszę w tle, zapach drzewa sandałowego, ta dbałość o niezauważalne dla innych szczegóły. Tak mało mówię...nie chcę wypowiadać słów, które po chwili nic nie znaczą. Biorę kosmyk jasnych włosów i okręcam go wokół serdecznego palca. Odgarniam długą grzywkę. Maluch śmieje się całą buzią. Wypija pistacjowe mleko, tylko białe wąsy widać. Siedzi przy Małym, który konsumuje ostatnie przepiórcze jajeczko. Ciepło. Termometr wskazuje trzydzieści pięć stopni. Dzisiaj zaczął się nowy rok szkolny. Stuk, puk słychać do drzwi. Dlaczego jesteś bez koszuli? Jego galowy ubiór powiewa jak biała flaga na palcu. Gorąco. Potem spotykam jego kolegę z bluzką pod pachą. Z nieba leje się skwar, nie mam siły pedałować. Blisko, a jednak daleko. Niechciane towarzystwo na skrzyżowaniu. Jedna z tych na raz, dwa, trzy!? Wiesz moja prababcia była czarownicą...ja też jestem!