piątek, 9 października 2015

Ja?!

Zdawało mi się, że miała pani okulary- mówi moja dentystka. Dzisiaj mam szkła kontaktowe, idę na basen- odpowiedziałam. O tej porze? Spojrzała na zegarek, na którym dochodziła dwudziesta. Idealnie- odpowiedziałam, mało ludzi. Choć z mej obserwacji wynika, że najlepszy jest niedzielny poranek i wieczór, kiedy to często zdarzało mi się mieć cały pas do swojej dyspozycji przez całą godzinę. Wypytuję ją o przebarwienia, pęknięcia...Wie pani u dentysty można zostawić dużo pieniędzy. Wiem coś o tym- uśmiecham się do niej. Przestałam się bać chodzenia i regularnych wizyt odkąd na swej drodze spotkałam doktor Olę. Od tego czasu byłam króliczkiem, misiem, rybką uwielbiałam słuchać jej trajkotania, a mówić mogła o wszystkim, choć oczywiście najczęściej o swoich dzieciach. Po piętnastu latach wolne miejsce po piątce nie świeci pustkami. Dlaczego się na to zdecydowałam..? Pewnie kilka mniej ważnych powodów by się znalazło, którymi kierowałam się w zimie.Muszę mieć swoją marchewkę, za którą biegnę. Wejdziemy mamusi na ambicję...Ja tego nie zrobię, ja...jak trzeba to i park linowy przejdę!

środa, 7 października 2015

Procent

Zakupy bez pośpiechu, ponaglania. Maluch bawi się się wśród małych drewnianych mebelków. Wpycha kawałek brokuła do dziecięcej kasy sklepowej. Głośno trzaska naczyniami i garnkami. Kawa latte z białą stoją na małym stoliczku. Nieopodal dorośli ze swoimi pociechami w wózkach. Rano piekę cynamonowo -jabłkowe muffinki. Ciasto wylewa się z silikonowej formy. W całym domu czuć zapach spalenizny...Te delikatne muśnięcia, które czuję wędrując między sklepowymi półkami, są zapowiedzią czekającej mnie przyjemności. Wiesz włosy zaczęły mi wypadać - sprzedawca sałaty skarży się na swój los. Po południu widzę go jadącego na spacer. Gdzie masz sweter?- pytam. Zapewnia mnie, że jest ciepło. Jestem w bluzce, polarze i nadal czuję przeszywające zimno wnikające pod ubranie, nie dowierzam mu. Mimo zapewnień ten jeden procent mojej nieufności nadal siedzi we mnie...

wtorek, 6 października 2015

Od do

Maluch biega od huśtawki do zjeżdżalni. Nie spuszczam go z oczu, a mimo to chwila nieuwagi i po chwili słychać rozdzierający serce płacz. Wypluj piasek, wypluj. Pewnie jestem sino-blada, że mogło mu się coś stać. Kołyszę go w ramionach, tak jakbym chciała ukołysać swój strach. Zaglądam do buzi, w której piasek zmieszał się ze śliną. Po chwili się uspokaja. Zostaje jeden mały guz na pamiątkę. W sklepie z pieczywem już głośno dokazuje, wybiera precelka z makiem. Daj buzi. Jego jasnowłosy łebek wychyla się z okienka pojazdu. Jesteśmy tak krótko, czas wracać. Czy wyobrażam sobie? Owszem wszystko, różne scenariusze, choć zwykle te przygotowane przez życie są najlepsze, trzymają w napięciu do samego końca. Czasami w tym samym momencie zostaną przypieczętowane czyjeś losy. Upadek, by po chwili delikatnie się otrzepać i ruszyć dalej.

poniedziałek, 5 października 2015

Normalnie

Mama jest ciasto?- pyta Mały po powrocie ze szkoły. Rozpuściłam Was, rozpuściłam siebie. Dzień powinien zaczynać się słodkim akcentem, postanowiłam kilka miesięcy temu, by w ciągu dnia spalić te dodatkowe kalorie. Idąc za moim przykładem, mój pierworodny zjada kawałek ciasta ku oburzeniu D.P., który zagroził kiedyś, że wyrzuci blachę ciasta, jeśli nasze dziecko nie zacznie normalnie jadać...Kiełbaski, jajecznica, kanapki to jest owa normalna kategoria. Zupa mleczna, czy sernik, to fanaberia...Maluch wypija swoją butlę najpóźniej 6:30, by po chwili domagać się drugiego śniadania. Potem podjada kwaskowatą żurawinę lub słodkie rodzynki. Jego cukiereczki, które czasami znajduję na drewnianej podłodze. Jak wam smakuje murzynek?- pytam o recenzję domowników. Hmm zastanawia się z pełną buzią Mały. 8 na 10, babci jest bardziej czekoladowy, twój puszysty. Coo? To jest ten sam przepis. Rozbraja mnie odpowiedź męża. Twój i mamy identycznie dobre. Uśmiecham się na samą myśl, co jeszcze usłyszę...

niedziela, 4 października 2015

Everest

Dlaczego się wspinasz?- pada pytanie w filmie. Bohater początkowo nie udziela odpowiedzi, ale po jakimś czasie uzasadnia swój wybór. Aklimatyzacja trwa długo...nawet na tak trywialny szczyt jakim jest Giewont, przygotowuję się kilka miesięcy...ale potem jest gotowa. Jadę wchodzę wracam. Nie płacę za to żadnej ceny, jaką zapłacili Ci, którzy odważyli się, by zdobyć najwyższy szczyt świata. Nie odmrożę sobie stóp, dłoni, nos mi też nie odpadnie. Myślę, że niektórzy byli kilka lat starsi, a mimo to dali radę, by ich marzenie się ziściło. Raz zaczniesz , to nie potrafisz przestać...Na przyszły rok mam swój cel w Tatrach. Poczekam na swoje "okno" . Ktoś tu na dole na mnie czeka.

sobota, 3 października 2015

Na ławeczce

Zamknij oczy, co widzisz? Co czujesz? Siedzę na brązowej ławce i odpoczywam po spacerze. Pięć minut. Godzina, pięć minut. Taka regularność musi być zachowana, by ruszyć dalej. Tu, blisko, czy tam, w górach. Moje ciało coraz częściej mnie ogranicza, coraz więcej wymaga, choć nadal stopa potrafi dotknąć czubka głowy. Wiesz, ostatnio Maluch uniósł swoje ciało na dłoniach i przez chwilę połowa jego ciała unosiła się nad meblami. Innym razem oparł się dłońmi o stolik kawowy i moje udo i huśtał się tam i z powrotem. Nie rób tak, bo się uderzysz. Dlaczego?- pytam D.P. niech ćwiczy! Nie daję gotowych odpowiedzi. Czekam, nawet dłuższą chwilę, by moje dziecko samo odpowiedziało na pytanie. Czego tak na prawdę potrzebujemy w życiu od siebie. Chyba nie pierścionków z brylantami, które skończą w jakiejś drewnianej skrzyneczce...Dawno temu zwróciłam uwagę na koraliki i rzemyki. Nie chcę nic ściągać, przecinać, zakrywać. Uwielbiam tę systematyczność, porządek, nawet równo pokrojone kawałki w sałatce, poskładane skarpetki. Dbałość o najmniejszy szczegół...Powiedz coś od siebie- słyszę. I mówię.

piątek, 2 października 2015

Dziura

Wracam do domu, który zasnął kilka chwil wcześniej. Wokół panuje ciemność od czasu do czasu rozświetlana przez uliczne latarnie i reflektory samochodów. Nie pada, nie jest ślisko, choć codziennie nad ranem temperatura waha się w okolicy zera. Przez gumową podeszwę moich trampek wyczuwam, że powoli przychodzi czas, by założyć cieplejsze obuwie. Mama tę czapkę nosi się w taki sposób- Mały demonstruje mi poprawne założenie mojego nowego nakrycia głowy. Coś słonego, czy słodkiego? Nic nie będę jadła- odburkuję...W domu rzucam się na bigos i bezalkoholowe tiramisu, zagryzam ciastem marchewkowym. Poczucie winy rośnie z każdym kęsem. Kroję śledzika w maleńkie kawałki do mojej sałatki. Mały zjada jeszcze ciepłą porcję. Maluch próbuje śledzika i o dziwo nie wypluwa. Zostawiam na szybie odcisk mojego kciuka. Może to znak, że jeszcze tam wrócę...Planowanie bez żadnego szczególnego planu, działanie ad hoc. Emocjonalnie, szybko, by potem móc cieszyć się tą dziurą w czasoprzestrzeni. Księżyc od kilku dni świeci srebrnym blaskiem na tle czarnego nieba. Jego czar potęguje wewnętrzny niepokój, że za chwilę coś się stanie. Dobranoc.