niedziela, 10 grudnia 2017
czwartek, 7 grudnia 2017
środa, 6 grudnia 2017
Mikołajki
Rozpakuj prezent dla Malucha- proszę D.P. w Wigilię Mikołajek. Do pokoju wchodzi Mały. Tak to wygląda- komentuje. Jak byłem mały, nie mogłem się doczekać Mikołaja i zawsze chciałem go przyłapać. Maluch zobacz co ci Mikołaj przyniósł- budzę młodsze dziecko tymi słowami. Ten szuka prezentu w łóżeczku. Nie ma. Zobacz tutaj stoi....Buuu, a ja klocki chciałem. Buuuu....Schodzę robić śniadanie. Lamenty ucichły. Kiedy po chwili wołam dzieci na posiłek Maluch siedzi przy tablicy i kończy rysować kolorowy domek. Pięknie- chwalę go. Podoba ci się prezent od Mikołaja? Zobacz kredę dostałem! Uff kamień z serca. A Tobie Mikołaj coś przyniósł?- zagaduję starszego syna. Przyniósł.- ucina krótko. Kiedyś pewnie i młodszy dołączy do tej samej puli prezentów. Póki co wyszukuję, oglądam i wybieram zabawki. D.P. dzwoni z pracy. Wiesz mam biesiadę. Uhmm. Nie szykuj sobie żadnych wyjść. Uhmm. Nie za dużo tych imprez? Dużo, ale co poradzić. Szkolne Mikołajki burzą spokój na mojej lekcji. Ten kto wymyślił lizak gwizdek w postaci upominku na pewno nie był do końca świadomy tego co czyni...Na szóstej lekcji zarządzam kartkówkę. Proszę pani są Mikołajki. Doprawdy? To nie powód, by mi przeszkadzać- myślę sobie. Pod koniec dnia uzupełniam oceny w dzienniczku. Wpisuję tylko piątki, czwórki i trójki. A niech mają Mikołajki....
piątek, 1 grudnia 2017
Szkoła
Jak Ci się pracuje?- pyta Rodzicielka, którą dzień wcześniej zbywam odpowiedzią: mamo padam, jestem po trzech godzinach konferencji, jeszcze muszę przygotować się do szkoły. Godzenie pracy zawodowej, a prowadzeniem domu na takim poziomie jak wcześniej... co tu dużo kryć jest niemożliwe. Dzień wcześniej planuję zakupy, obiad, by na drugi dzień nie tracić czasu na gotowanie. Dania są a jakże, tyle, że odgrzewane....jedynie naleśniki, za którymi przepadają dzieciaki piekę na bieżąco. Nadgodziny, gonią nadgodziny. O której jutro będziesz?- pyta D.P. Nie jestem pewna. Może tylko cztery godziny, może dłużej. Podoba Ci się praca W TEJ szkole?- pyta koleżanka. Podoba- uśmiecham się. Ta patrzy z lekkim niedowierzaniem. Oczywiście dzieciaki dają popalić. Czasami podczas zajęć nie słyszę swoich myśli, zagłuszonych wygłupami dzieciarni. Na siódmej godzinie lekcyjnej zwykle tracę głos. Lekarka ogląda gardło. Przepisuje lekarstwo na zamówienie. Czego pani uczy? Angielskiego. To tylko poloniści więcej mówią- komentuje. Proszę panią możemy przygotować się do sprawdzianu z historii? - pyta mnie klasa na zastępstwie. Nie. Teraz jest angielski. Szybko kończymy zadany materiał, zostaje dziesięć minut do dzwonka. Dobra, teraz macie czas na powtórkę. Nic nie pamiętam z Wiosny Ludów. Mnie kiedyś pasjonowała historia? Nie chce mi się wierzyć....Pani dyrektor podpisuje zgodę na moje szkolenie. Praca w szkole....Do sześćdziesiątki dam radę!
niedziela, 26 listopada 2017
Subskrybuj:
Posty (Atom)
































