środa, 9 listopada 2016

Softly

https://www.youtube.com/watch?v=qWK8xH_ZHAw

Lecimy

Domy sąsiadów toną w mlecznej mgle. Minus dwa. Ubierz szalik i rękawiczki- mówię do Małego. Mama kup Maluchowi inną pomadkę do ust. Tą waniliową zlizuje. Wiesz smarowałam mu już Niveą, olejkiem z opuncji figowej wszystko pożera. Zjesz kawałek kołocza: z jabłkiem, czy z serkiem? Upiecz ciasto- odpowiada młodsza pociecha. Później. Mała choróbka wymyśla kulinarne wyzwania od śniadania do kolacji, a potem zostawia niezjedzone porcje. Budyń na śniadanie? Proszę bardzo. Pod koniec widzę, że 1/3 porcji to i tak za wiele. Lekarka poleca leczyć objawowo. Kaszle to syrop. Boli brzuszek, pół tabletki no-spy. Na katar krople do nosa...Może ty masz alergię na przedszkole?- śmieje się doktórka. Maluch nic nie odzywa się w gabinecie, za to w domu...nadrabia każdą straconą minutę. Zabierz go na górę- zdrzemnę się do Teleexpressu- prosi D.P. Maluch bawi się klockami, co chwilę podchodzi do mnie, czy aby mama ma baczenie na jego zabawę. Szykuje dla mnie jaśki na dywanie, bym była jak najbliżej stacji kolejowej, lotniska i drewnianych domków. Odgrywam mini role pilota, któremu brakuje pasażerów w samolocie. Maluch nurkuje do niebieskiego pudła. Mam, mam...Lecimy z ciocią do Dubaju...

niedziela, 6 listopada 2016

Czekam

Budzi mnie kaszel...Przestanie, czy nie przestanie...Zerkam na na zegarek na telefonie. Krótko po piątej...D.P. wróci dopiero po południu. Maluch, Maluch, chodź do mamy. Kręgosłup się zakleszcza częściej niż zwykle. Kaszlę- mówi cichutko. Słyszę. Połóż się na taty poduszce. Głaszczę go, śpiewam ulubione kołysanki....Jednak kaszel nie ustępuje, czas zejść, by zażyć syropy. . Dziecko wymiotuje. Przebieram je w świeżą pidżamkę...cały dzień jest przerywany wybuchami kaszlu. Znowu alergia?! Podaję mu jego ulubione potrawy, robię kluski do bograczu, który został z dnia wczorajszego. Zjada...malutko. Nie możesz być chory! Chodź do mnie. Kołyszę go na rękach. Usypia spokojnie i śpi. Już nie kaszle co chwilę...Wszystko musi poczekać. Wściekam się na D.P. że ogląda mecz, kiedy dziecko wymiotuje, że to ja z nim siedzę tylko, a on nie widzi, że czasami mam po prostu dość.Miałam wizytę u alergologa, przełożyłam. Kosmetyczka... Przecież dobrze wyglądasz...W jednej chwili mam ochotę go rozwałkować, a potem jak bierze Malucha z taką czułością, topnieję....Płacę za przedszkole. 10/11. Dziesięć dni w domu ze mną, jedenaście w przedszkolu. Gdzieś w pamięci mam Kubusia, którego mama zmarła na raka,miesiąc po jego urodzeniu. Rodziłyśmy naszych chłopaków w podobnych czasie w tym samym rudzkim szpitalu. Tylko, że ona leżała w izolatce. Jest jeszcze dziewczynka. Taka pięciolatka, córeczka koleżanki. Zmarła na sepsę. Więc ja z niepokojem sprawdzam czoło Malucha, tak jak kiedyś Małego...i czekam, czy nie będzie gorzej.

wtorek, 1 listopada 2016

Wspomnienie

Idziemy do twojej prababci i pradziadka. Do kogo idziemy? Po raz kolejny udzielam mu odpowiedzi. Dziwi się trochę, kiedy zamiast do domu ruszamy powoli przez cmentarne alejki. Z daleka dostrzegam niewielki pomnik dziadka, który nie żyje od ponad pół wieku. Z opowieści babci wywnioskowałam, że mama była jego ulubienicą. Na kilku czarno-białych fotografiach widać wysokiego, szczupłego mężczyznę brodzącego z dziećmi w wodzie. Szkoda, że tak młodo odszedł. Pewnie z babcią Marysią nie miałby łatwego życia, ale na pewno na nudę nie narzekałby, oj nie... Kolejny nagrobek prababci Kasi znajdujemy za pomocą wysokiego komina, który majaczy w oddali za ogrodzeniem cmentarza. Mniej więcej na tej wysokości spoczywa prababcia tak lubiana przez moją mamę, opiekunka jej dzieciństwa. Babcia kiedyś wybrała się nad Bałtyk i kiedy zobaczyła starsze kobiety w strojach kąpielowych rzekła: " Sodoma i Gomora. Kto to widział, by stare baby, takie gołe łaziły". Prababcia nie wahała się podejść do całującej się pary na przystanku, by zwrócić im uwagę, że to nie miejsce na takie zachowanie. "Suka nie da, to pies nie weźmie"- mawiała. Mocne. Mały zapala znicze na grobie wujka Wacka, pod krzyżem, mamy cioci Róży, pradziadka Janka i prababci Róży. Maluch zmęczony przysiada na ławeczce. Odwiedziny zmęczyły dziecko.


Kot w pustym mieszkaniu

Umrzeć - tego się nie robi kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany.
Ocierać między meblami.
Nic niby tu nie zmienione,
a jednak pozamieniane.
Niby nie przesunięte,
a jednak porozsuwane.
I wieczorami lampa już nie świeci.

Słychać kroki na schodach,
ale to nie te.
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
także nie ta, co kładła.

Coś sie tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.

Do wszystkich szaf się zajrzało.
Przez półki przebiegło.
Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.
Nawet złamało zakaz
i rozrzuciło papiery.
Co więcej jest do zrobienia.
Spać i czekać.

Niech no on tylko wróci,
niech no się pokaże.
Już on się dowie,
że tak z kotem nie można.
Będzie się szło w jego stronę
jakby się wcale nie chciało,
pomalutku,
na bardzo obrażonych łapach.
O żadnych skoków pisków na początek

sobota, 29 października 2016

Dziury

Mały siedzi przy biurku i robi zaległą krzyżówkę z geografii. Podoba ci się mamo?- Uhm może być...Odzywam się z nad deski do prasowania. Wiesz, musisz sobie kupić nowe spodnie. W tych starych jeansach zrobiła się dziura. Mnie podobają się spodnie z dziurami. A mnie w ogóle. Połowa ludzi nosi teraz takie jeansy. To ty możesz być w tej drugiej połowie, która takich spodni nie nosi. Mama, ty jesteś jakaś niereformowalna. Nie będziesz wyglądał jak dziad! Mały zakłada swoje spodnie i idzie ze swoich dziurek zrobić okazałe dziury....Po chwili przychodzi do mnie. Wygląda jak półtorej nieszczęścia i chyba tak się czuje. Wiesz, może krótkie z nich zrobimy?- proponuję. Długo nie muszę czekać. Mały skraca spodnie, przy czym jedna nogawka jest dłuższa od drugiej o jakieś dwa centymetry. Wiesz co, ty może daj sobie spokój z tymi jeansami i po prostu je wyrzuć. Nastolatek potulnie wrzuca spodnie do kosza na śmieci. Dołożę ci do nowych jeansów. Lekko się ożywia i spokojnie wraca do lekcji. Jakiś czas temu chodziłam po sklepach, by kupić czarne jeansy. Przeglądałam, przymierzałam. Zrezygnowana trafiłam do sklepu, gdzie na wieszaku wisiały piękne czarne jeansy...z dziurami. Jaka szkoda, przeszło mi przez myśl. Tak zepsuć takie ładne spodnie. Koniec końców, nie kupiłam jeansów, tylko czarne chinosy. Potem jeszcze w sklepiku, gdzie kupuję jajka od szczęśliwych kur usłyszałam dyskusję na temat spodni. Wiesz- mówi klientka do sprzedawczyni jajek. Paulina kupiła sobie spodnie z dziurami. Babcia robiąc pranie, zobaczyła te dziury i jej to poszyła. Jaki ryk był...