poniedziałek, 5 października 2015
Normalnie
Mama jest ciasto?- pyta Mały po powrocie ze szkoły. Rozpuściłam Was, rozpuściłam siebie. Dzień powinien zaczynać się słodkim akcentem, postanowiłam kilka miesięcy temu, by w ciągu dnia spalić te dodatkowe kalorie. Idąc za moim przykładem, mój pierworodny zjada kawałek ciasta ku oburzeniu D.P., który zagroził kiedyś, że wyrzuci blachę ciasta, jeśli nasze dziecko nie zacznie normalnie jadać...Kiełbaski, jajecznica, kanapki to jest owa normalna kategoria. Zupa mleczna, czy sernik, to fanaberia...Maluch wypija swoją butlę najpóźniej 6:30, by po chwili domagać się drugiego śniadania. Potem podjada kwaskowatą żurawinę lub słodkie rodzynki. Jego cukiereczki, które czasami znajduję na drewnianej podłodze. Jak wam smakuje murzynek?- pytam o recenzję domowników. Hmm zastanawia się z pełną buzią Mały. 8 na 10, babci jest bardziej czekoladowy, twój puszysty. Coo? To jest ten sam przepis. Rozbraja mnie odpowiedź męża. Twój i mamy identycznie dobre. Uśmiecham się na samą myśl, co jeszcze usłyszę...
niedziela, 4 października 2015
Everest
Dlaczego się wspinasz?- pada pytanie w filmie. Bohater początkowo nie udziela odpowiedzi, ale po jakimś czasie uzasadnia swój wybór. Aklimatyzacja trwa długo...nawet na tak trywialny szczyt jakim jest Giewont, przygotowuję się kilka miesięcy...ale potem jest gotowa. Jadę wchodzę wracam. Nie płacę za to żadnej ceny, jaką zapłacili Ci, którzy odważyli się, by zdobyć najwyższy szczyt świata. Nie odmrożę sobie stóp, dłoni, nos mi też nie odpadnie. Myślę, że niektórzy byli kilka lat starsi, a mimo to dali radę, by ich marzenie się ziściło. Raz zaczniesz , to nie potrafisz przestać...Na przyszły rok mam swój cel w Tatrach. Poczekam na swoje "okno" . Ktoś tu na dole na mnie czeka.
sobota, 3 października 2015
Na ławeczce
Zamknij oczy, co widzisz? Co czujesz? Siedzę na brązowej ławce i odpoczywam po spacerze. Pięć minut. Godzina, pięć minut. Taka regularność musi być zachowana, by ruszyć dalej. Tu, blisko, czy tam, w górach. Moje ciało coraz częściej mnie ogranicza, coraz więcej wymaga, choć nadal stopa potrafi dotknąć czubka głowy. Wiesz, ostatnio Maluch uniósł swoje ciało na dłoniach i przez chwilę połowa jego ciała unosiła się nad meblami. Innym razem oparł się dłońmi o stolik kawowy i moje udo i huśtał się tam i z powrotem. Nie rób tak, bo się uderzysz. Dlaczego?- pytam D.P. niech ćwiczy! Nie daję gotowych odpowiedzi. Czekam, nawet dłuższą chwilę, by moje dziecko samo odpowiedziało na pytanie. Czego tak na prawdę potrzebujemy w życiu od siebie. Chyba nie pierścionków z brylantami, które skończą w jakiejś drewnianej skrzyneczce...Dawno temu zwróciłam uwagę na koraliki i rzemyki. Nie chcę nic ściągać, przecinać, zakrywać. Uwielbiam tę systematyczność, porządek, nawet równo pokrojone kawałki w sałatce, poskładane skarpetki. Dbałość o najmniejszy szczegół...Powiedz coś od siebie- słyszę. I mówię.
piątek, 2 października 2015
Dziura
Wracam do domu, który zasnął kilka chwil wcześniej. Wokół panuje ciemność od czasu do czasu rozświetlana przez uliczne latarnie i reflektory samochodów. Nie pada, nie jest ślisko, choć codziennie nad ranem temperatura waha się w okolicy zera. Przez gumową podeszwę moich trampek wyczuwam, że powoli przychodzi czas, by założyć cieplejsze obuwie. Mama tę czapkę nosi się w taki sposób- Mały demonstruje mi poprawne założenie mojego nowego nakrycia głowy. Coś słonego, czy słodkiego? Nic nie będę jadła- odburkuję...W domu rzucam się na bigos i bezalkoholowe tiramisu, zagryzam ciastem marchewkowym. Poczucie winy rośnie z każdym kęsem. Kroję śledzika w maleńkie kawałki do mojej sałatki. Mały zjada jeszcze ciepłą porcję. Maluch próbuje śledzika i o dziwo nie wypluwa. Zostawiam na szybie odcisk mojego kciuka. Może to znak, że jeszcze tam wrócę...Planowanie bez żadnego szczególnego planu, działanie ad hoc. Emocjonalnie, szybko, by potem móc cieszyć się tą dziurą w czasoprzestrzeni. Księżyc od kilku dni świeci srebrnym blaskiem na tle czarnego nieba. Jego czar potęguje wewnętrzny niepokój, że za chwilę coś się stanie. Dobranoc.
wtorek, 29 września 2015
Copy & paste
Skąd masz te ciastka? - zapytał D.P. Bez szału. Mały kiedy zobaczył pudełeczko z kolorową zawartością długo wahał się, na które ciastko się skusić. Spróbuj tego z wisienką, zachęciłam. Mlaskał, cmokał...a na koniec podsumował, że dawno nie jadł tak niedobrego ciastka. Zaćmienie umysłu...kumulacja, prawda....a z kupnych ciast to wyłącznie kołocz w Paniówkach. Z myślą o mnie...chyba jakaś bezmyślność. Ktoś inny delektuje się copy & paste, a dla mnie...Nie chce mi się wyjść z łóżka, powoli tracę głos. Ocena Małego ze sprawdzianu z matematyki zelektryzowała D.P. Nie denerwuj się, nie zasługiwał na nic innego- uspokajam. Wieczorem sama liczę do dziesięciu, kiedy sprawdzam ćwiczenia z angielskiego. Mały czyta kolejny raz "Skarby", przykryty żółto-pomarańczową pościelą. Maluch cichutko zasypia. Pogłaskaj- domaga się z pokoju. Chce na ręce, ale tylko moje. Mocno obejmuje mnie, by mnie zagarnąć tylko dla siebie. Dźwigam go wysoko, choć wiem, że potem będę tego żałowała. Nieopodal chłopak kosi trawę. Nie mam ochoty na nic słodkiego, słonego...wybieram wytrawny smak Bordeaux.
niedziela, 27 września 2015
Na szlaku
Deszcz bębni po blaszanym dachu schroniska. Rozgrzewa mnie czarna herbata i nowe, szare skarpety. Wtuliłam się w kołdrę. Czuję ciepło, które powoli dociera do czubków mych palców. Pachnę oliwką, która wnika w każde miejsce mojego ciała. Nowe miejsce, noc. Nie potrafię usnąć na raz, dwa trzy. Czarny Staw Gąsienicowy rozlał swoje wody. Trzymam się grubych gałęzi wiecznie zielonej kosodrzewiny, by nie wpaść do wody. Dłonie powoli tracą czucie. Nie czuję skał, łańcuchów. Zmarznięte ciało domaga się odrobiny wypoczynku. Jest ślisko, zimno. Kolejne łańcuchy...zostało niewiele dosłownie pół godziny. I tu daję za wygraną. Dzisiaj nie dotrę do Koziej Przełęczy...która zostawiam sobie na za rok. Góra okazała się zwyciężyć ten pojedynek. Kwiatki ubrały lodowe koszulki. Ich zamarznięte łodyżki kępkami sterczały z ziemi. Rusałka pałaszuje żurek z kiełbaską, jeszcze tylko zostało zejście na parking. Do domu powoli jadę....Do zobaczenia...na szlaku....
Subskrybuj:
Posty (Atom)





